• SZKOŁY PODSTAWOWE

           

          I MIEJSCE

           

          Klara Kryłowicz

           

          A mimo to śpimy

           

           

          Marzymy o jutrze,

          Które nigdy nie nadchodzi.

          Marzymy o chwale,

          Której w głębi duszy się lękamy.

          Marzymy o nowym dniu,

          Gdy nowy dzień już nadszedł.

          Marzymy o uniknięciu bitwy,

          Którą musimy stoczyć.

           

           

          A mimo to śpimy.

           

           

          Marzymy o przyszłości,

          Która jest jedynie planem.

          Marzymy o mądrości,

          Choć codziennie mijamy ją milczeniem.

          Modlimy się o zbawiciela,

          Gdy zbawienie jest w naszych rękach.

           

           

          A mimo to śpimy.

          Wciąż marzymy,

          Wciąż się boimy,

          Wciąż się modlimy,

          A mimo to śpimy.

           

           

          Marzymy o kolejnych dniach,

          Gdy te już stoją w drzwiach,

          A my odwracamy wzrok.

           

           

          Słyszymy wołanie,

          Lecz udajemy, że to tylko wiatr.

          Marzymy o świetle,

          A sami gasimy świece.

          Modlimy się o cud,

          Choć cud jest w naszych dłoniach.

           

           

          A mimo to śpimy.

           

           

          Wciąż marzymy,

          Wciąż się boimy,

          I wciąż czekamy,

          Aż ktoś nas obudzi.

           

           

          II MIEJSCE

          Piotr Pawlina

          Cisza myśli

          Cisza myśli to ocean cichy,
          gdzie fale nie niosą słów.
          Tam wędruje dusza bez pośpiechu,
          nie trzeba krzyczeć… nie trzeba gnać…

          W tej przestrzeni czas płynie wygodniej,
          każda z myśli znajduje swoje miejsce,
          a serce wreszcie może odpocząć.

          Każda myśl odpoczywa w tej przestrzeni,
          jak liście unoszone przez spokojny prąd.

          W ciszy rodzi się prawda i światło,
          a serce odnajduje swój prawdziwy dom.

           

          II MIEJSCE

          Maja Wawer

          Pod ciężarem myśli

          Przychodzi nocą, gdy stres wokoło,
          w głowie rozpala myśli na nowo…

          Nie śpię, bo serce znów bije za głośno,
          a on się śmieje ze mnie beztrosko,
          myśli gonią, brak kierunku,
          ciągle w biegu, bez rachunku…

          Każdy dzień to test i próba,
          czy dam radę, czy znów zguba,
          lecz gdy chwila spokoju wpadnie,
          w sercu ciepło znów zapadnie…

          Bo choć stres to życia część,
          można z nim nauczyć się biec —
          upaść — NIE! Wstać i chcieć…

           

          III MIEJSCE

          Gabriela Mróz

          W sadzie

          W sadzie niewielkim rosła Jabłonka mała,
          mimo że kwitła w maju, jabłek nie dawała,
          niższa od innych, nieco skryta cała,
          inne drzewka patrzyły ze śmiechem, jak dorastała.

          „Spójrzcie na nią! Jaka niska i powykrzywiana!”
          Chichotały duże jabłonki zawsze, gdy płakała.
          Biedna smutek w sercu chowała.
          Czuła, że w tłumie inna się stawała.

          Kiedy wiatr w nocy po sadzie tańczyć raczył,
          Jabłonka śpiewała własną melodię rozpaczy,
          ale nagle… wesołym drzewkiem się stała…
          Gdy w blasku księżyca sprawę sobie zdała,
          że bycie sobą to najpiękniejsza jabłkowa sława!

           

          SZKOŁY PONADPODSTAWOWE

           

          I MIEJSCE

           

          Joanna Sieńko

           

          Moje Namuzowywanie, czyli raz do roku w Węgorzewie

           

          Co roku jesienią to samo zadanie -

          napisać wiersz na „Namuzowywanie”.

          Siedzę więc i wytężam swe myśli,

          by jakiś temat szybko uściślić.

          Fraszka? Sonet? A może wiersz biały?

          Wszystkie rymy mi wnet uleciały.

          Ma być wesoło? Czy raczej poważnie?

          Słowa dobierać muszę rozważnie.

          Nie znudzić czytelnika, a ciekawość w nim wzbudzić,

          tak, by czytając nie zaczął się nudzić.

          Jury czyta nadesłane wiersze i pewnie się uśmiecha,

          trudno ocenić twórczość młodego człowieka…

          Rymy dziwaczne, takie nieporadne,

          słowa źle dobrane, wyrazy nieskładne.

          Tu brak przecinka, tu zbyt długie zdanie,

          przed jury co roku trudne zadanie.

          Ocen za to nie ma – do finału kwalifikują

          te wiersze, które na to zasługują.

          Każdy pisze najlepiej jak potrafi,

          a czy mój wiersz w tym roku do finału trafi?

          Czy jury się spodoba? Czy wśród wielu ktoś go dostrzeże?

          Finał będzie piękny, głęboko w to wierzę.

          A potem w grudniu wieczorową porą,

          miłośnicy poezji kolejny raz się zbiorą.

          Ja na tych poetyckich wieczorach bardzo dobrze się czuję,

          dlatego co roku w konkursie startuję.

          Krótki ten wierszyk, już ostatnie zdanie:

          - Niech trwa jak najdłużej „Namuzowywanie”!

           

           

          II MIEJSCE

           

          Anna Warkowska

           

          Między wczoraj a jutro

           

          Młodość to świt - niepewny, różowy,

          pełen obietnic, co drżą jak liście.

          W sercu wciąż gra dzieciństwa echo,

          a świat już woła: „idź dalej, szybciej!”

           

          W dłoniach marzenia – kruche jak szkło,

          na ustach śmiech, czasem łzy z niczego.

          Chce się być sobą, lecz wciąż nie wiadomo,

          czy to ja, czy cień kogoś innego.

           

          W spojrzeniach błyska bunt i tęsknota,

          za tym, co proste, za tym, co wielkie.

          Czasem się krzyczy - do siebie, do świata,

          czasem się milczy - by nie krzyczeć więcej.

           

          A jednak w chaosie, zamęcie otchłani

          rodzi się coś, co zostaje na zawsze -

          odwaga, by szukać, pytać, kochać …

          i iść przed siebie, wierząc, że warto.

           

           

          III MIEJSCE

           

          Laura Roguszka

           

          Pieśń o Wołyniu

           

          Na Wołyniu, gdzie kwitły piękne jabłonie,

          wzniosły się kiedyś krwawe obłoki.

          Krew ludzka pokryła zbrodniarza dłonie.

          Nastał smutek, ból i żal głęboki…

          W cieniu nocy wybucha piekielne szaleństwo.

          Sąsiad do sąsiada z siekierą w dłoni.

          Morduje bez skrupułów, traci człowieczeństwo.

          Zabija bezbronną matkę, co dziecko swe chroni.

          Matka przy piersi swe dziecię utula.

          Ostrze banderowca przeszywa ich ciała.

          O litość błaga, o życie prosi,

          lecz krwią ich pokrywa się ziemia cała…

          Ojciec pogrążony w bólu i rozpaczy,

          swą żonę i dziecię odnalazł, we krwi byli cali.

          Tego, co zrobili nigdy nie wybaczy.

          Bezlitośni mordercy bliskich mu zabrali.

          Dopadli i jego, w oczach łzy, w sercu trwoga,

          bez skrupułów zaczęli wyrywać wnętrzności.

          Tak, jak matka i dziecię, stanął przed oblicze Boga.

          Nie czuł już nic, nie czuł bólu połamanych kości.

          Krew niewinnych ludzi wołyńską ziemię zalała.

          Śmiertelna pułapka uwięziła ludzkie losy.

          Tylko garstka niewinnych istot ocalała.

          Większość zginęła od siekiery bądź kosy.

          Krzyk niewinnych ludzi ciągle słychać w lesie.

          Fałszowanie zbrodni, los ich niesprawiedliwy.

          Rzeź wołyńską, niech ludzkość w pamięci niesie.

          To było ludobójstwo, to był mord prawdziwy.

          Prawdę i pamięć o poległych niech znają pokolenia,

          gdyż właśnie o nią wołają polegli rodacy.

          Niech nikt nie zapomni tego bólu i cierpienia.

          My pamiętajmy, bo my Polacy!

           

           

          OPEN – TEMATYKA DOWOLNA

           

          I MIEJSCE

           

          Magdalena Wysocka

           

          Ołtarz zapomnienia

           

          spróbuj ostatni raz

          przekroczyć barierę wieczności

          zamknij oczy zbyt śmiałe

          by nie zwiodły cię

          pozorne uśmiechy

          urojonych przyjaciół

          przestań oddychać powietrzem

          innych ludzi

          zbierz resztę sił

          i odejdź

          z dumnie podniesioną głową

          nie płacz

          kiedy ciemność ubiera cię

          ciszą

          urojone pragnienia ranią

          urojone ciepłe słowa

          chcą zastąpić rzeczywistość

          - urojoną

          Na ołtarzu zapomnienia

          dokonuje się ofiara

           

           

          II MIEJSCE

           

          Daria Świtulska

           

          W labiryncie przebaczenia

           

          Przebaczenie jest jak zawikłany labirynt,

          w którym kroki grzęzną w piachu żalu,

          a ściany win nieustannie wzrastają.

          Niełatwo jest odnaleźć koniec.

          Niełatwo jest unieść ciężar słowa przebaczenia.

          Ale największe brzemię niosę w pojedynkę,

          jak ostatni żołnierz na polu walki,

          próbując utrzymać je na ramionach.

          Bo wybaczenie sobie samemu jest jak

          labirynt bez wyjścia.

          I wciąż kłębi się w zakamarkach moich myśli.

          Przypomina o sobie,

          gdy sen już prawie zmruży mi oczy,

          czyha w koszmarach,

          czeka w cieniu rozmów

          i w ciszy skupienia.

          Nieustannie kołacze w głowie,

          odbija się echem w sercu,

          przypominając o sobie.

          Przypominając o tym,

          że umiem przebaczyć wszystkim.

          Ale nie sobie.

           

           

          III MIEJSCE

           

          Katarzyna Doktór

           

          Nie taki

           

          nie taki

          powinien być

          inny

           

          beton beton beton

          bomba bomby wojna

          moje moje moje

          daj daj daj

          dla mnie dla mnie dla mnie

          więcej więcej więcej

          kup kup kup

          mam pełne kieszenie, ale chce pełniejsze

          twoim kosztem

          waszym kosztem

          kosztem naszym.

           

          kosztem jej.

          a ona tak silna, że nadal to znosi

          nasza matka

          nasz dom

          ona walczy

          ona wie i

          i próbuje nam powiedzieć że

          nie tak

          powinno to wszystko wyglądać

          że

          nie taki

          powinien być

          ten świat.

           

          III MIEJSCE

           

          Marcin Mełech

           

          Płomień życia

           

          Przyszłość w mrocznych widzę barwach,

          Królem grafit, księżną - szarość.

          Anhedonii szczelna garda,

          Co przyniesie licha starość?

          Blask przygasa wręcz drastycznie,

          Marzeń coraz węższa szpara.

          Perspektywy rachityczne,

          W sercu żar już się wypala.

          Szkicem "jutro" pociągnięte,

          Idzie ciemność - to jest jasne.

          W mym umyśle już powzięte:

          Prędzej, niźli później... zgasnę.

          -------------------------

          Teraźniejszość pustką trąca,

          Brak jest szkiełek we witrażach

          Mego życia, jego końca

          Zawżdy, negliż aż poraża.

          Co mnie cieszy? Nic, na serio.

          Co mnie śmieszy? Tyle samo.

          Od lat w rozbracie z histerią,

          Od lat w separacji z dramą.

          Wszystko bez koloru, kicha,

          Sensualnie wypłowiałem.

          Nadzieja na lepsze zdycha,

          Gasnę - sobą gasnę całym.

          Nie od wczoraj źle się dzieje,

          Pewnie też i nie od roku.

          Los w mym życiu burze sieje,

          Krajobraz zniszczenia wokół.

          ---------------------------------

          Przeszłość chciałbym móc przemilczeć,

          Wymieszana przykrość z bólem.

          Dawno już demony wilcze

          Toczą wstydu śnieżną kulę.

          Balast wgniata mnie w podłogę,

          Ciężar bytu - jest już jasne:

          Dłużej z nim żyć już nie mogę

          Cóż zostało? Pstryk i zgasłem…

           

           

          OPEN – INSPIRACJA NAUKĄ

           

          I MIEJSCE

           

          Anna Piliszewska

           

          Hipologia na co dzień

           

           

          Jaki jest koń – każdy widzi:

          łeb, grzbiet i ogon – wiadomo!;

          nie trzeba na wieś wyjeżdżać,

          czy gapić się z hipodromu.

           

          Nie trzeba lup, mikroskopów,

          by z całą pewnością orzec,

          że koń to koń – nie jaszczurka

          czy jakiś tam nosorożec.

           

          Wystarczy wiedzieć, że zwierz ma

          kopyta, grzywę i uszy,

          by dziecku rzec: - To jest konik,

          już przestań mi głowę suszyć!

           

          Choć w mieście zwykle nie sposób

          na koniu oko zahaczyć,

          poszperaj, synku, w książeczkach –

          tam sporo ogierów, klaczy.

           

          Obejrzyj stos ilustracji,

          a wiedza na ciebie spłynie.

          Zabłyśniesz przed całą klasą

          i szóstka ciebie nie minie.

           

          Nie marudź!, znów nie mam czasu –

          dorosłych praca pochłania.

          Bądź samodzielny – i przystąp

          do domowego zadania.

           

          Wnet prymus pisze w zeszycie:

          „Koń jest to zebra z obrazków,

          której leniwy rysownik

          nie domalował pasków.

           

           

          II MIEJSCE

           

          Henryk Liszkiewicz 

           

          Sen

           

          coraz bardziej przypieka słońce
          z ulgą dotykam więc lodowatej klamki

          gdy ją naciskam

          otwierają się drzwi

          do wnętrza skrzypiec

           

          wchodzę

          a tam te perfumy

          które tak dobrze znam

          choć to dziwne

          bo przecież ty od tylu już lat…

          ale to rzeczywiście matka

          jej płatków uszu

          nie mógłbym pomylić z żadnymi innymi


          gdy dotykam klawiszy pianina

          te stają się stopniami schodów

          schodząc nimi na plażę

          nie wiem jak
          ale wybieram
          tylko te o chłodnych dźwiękach

           

          nagle

          nie wiedzieć czemu

          morze przelewa się

          w mruczące kielichy tulipanów

          a ja

          trzepotem skrzydeł motyla

          unoszę się nad ich wonią
          ich głosy
          o barwie słodkich biszkoptów
          coś do mnie szepczą i szepczą

          ale już ich nie słucham

          bo cały ten świat gdzieś

          odpływa

            odpływa

              odpływa


          teraz już wiecie
          jak śnią
          niewidomi od urodzenia

           

           

          III MIEJSCE


          Maja Roguszka

           

          Natchniona blaskiem                                                                                     

           

                         Wędruję  przez życie różnymi drogami.

                         Szukam miejsca,  gdzie znajdę natchnienie.

                         Podążam pomiędzy olbrzymimi wiatrakami.

                         Wiatrakami, które mają ogromne znaczenie.

           

                         Siła natury napędza machinę.

                         Wiatr dmie z wielką  mocą w jej ramiona.

                         Sprawia , że jasność jest w każdej mieścinie.

                         To jest energia , to właśnie ona!!!

           

                         Stoją samotnie wśród traw na łące.

                         Stoją wśród pól cicho i skrycie.

                         W oddali widać światełek tysiące.

                         To właśnie gra świateł, to właśnie jest życie!

           

                         Jednak nie tylko w wiatrakach siła,

                         gdyż jest coś , co oświetla Ziemię bez końca.

                         Mała iskierka, która zawsze się tliła.

                         To coś pięknego, to właśnie  blask słońca!

           

                         Bóg zapoczątkował jego istnienie.

                         Stworzył ten cenny cud natury.

                         Dzięki Niemu ogrzewają nas słońca promienie.

                         Dzięki Niemu świat nie jest taki ponury.

           

           

                         Słońce ogrzewa i do życia budzi.

                         Jak miłość ogrzewa serce każdego.

                         Jest potężnym drogowskazem nie tylko ludzi.

                         Chroni nas przed upadkiem, chroni nas od złego.

           

                        Swymi promieniami ogrzewa wodę.

                        Jest pokarmem dla roślin kwitnących.

                        Daje nam jasność i piękną pogodę.

                        Oświetla drogę dla istot błądzących.

           

                       Czasem też wędruję wśród blasku księżyca.

                       Podziwiam urokliwy zachód słońca.

                       Wokół gwieździste niebo, które mnie zachwyca.

                       Taki widok mogłabym podziwiać  bez końca.

           

                      Światło natury- blask, który chroni Ziemię naszą.

                      Jest dla nas wszystkich ukojeniem.

                      Dbajmy o planetę, zanim ją wygaszą,

                      ponieważ światło jest naszym istnieniem!

                      

                      Wskazuje drogę, którą wędruję.

                      Na każdym kroku jest oświetleniem.

                      Jasność umysłu  mną wciąż kieruje.

                      To właśnie światło jest moim natchnieniem.

           

           

           

          OPEN – INSPIRACJA LITERATURĄ

           

          I MIEJSCE

           

          Jan Gumbisz

           

          Moja modlitwa

           

          Chciałbym żyć w kraju, gdzie żadne nieboże
          Głodne nie będzie, nie zabraknie mu chleba.
          Tego mi trzeba.

          Więc pomóż Boże

          Chciałbym żyć w kraju, gdzie każde rozdroże
          Przyjaznym będzie dla człeka obcego.
          Czekam takiego.

          Więc pomóż Boże

          Chciałbym żyć w kraju, gdzie bliźni pomoże
          Bliźniemu swemu, co popadł w kłopoty.
          Chcę takiej cnoty.

          Więc pomóż Boże

          Pragnę ojczyzny, gdzie prawdy jest morze,
          A kłamstwo się chowa w kącie w purpurze.
          Takiej posłużę.

          Więc pomóż Boże

          Pragnę ojczyzny, gdzie wolność jak zboże
          Nawet w ugorach uparcie wyrasta.
          Wartość to znaczna.

          Więc pomóż Boże

          Pragnę ojczyzny godnej, w honorze,
          Gdzie dobro górą nie boi się złego.
          Czy doznam tego?

          Więc pomóż Boże

           

          II MIEJSCE

           

          Laura Roguszka

           

          Walka z czasem

           

          Na ruinach miasta, gdzie śmierć zamieszkała,

          stał mur o ogromnym szczycie.

          Po jednej stronie karuzela stała,

          po drugiej trwała walka o życie.

           

          Ogromne koło w rytm muzyki się wiło.

          Zagłuszało wołania, pełne bólu krzyki.

          Wielu niewinnych ludzi o życie walczyło.

          Zostali uwięzieni w getcie przez niemieckie wnyki.

           

          Wrota piekielne –Umschlagplatz to miejsce okrucieństwa.

          Jedynie numerek potrafił uchronić przed cierpieniem.

          Tam Żydzi stracili wiarę w odrobinę człowieczeństwa.

          Tam próbowali przetrwać i walczyć z przeznaczeniem.

           

          Wnet się wyłania postać, zza bramy wychodzi.

           -Patrz, to Edelman! Słychać ludzkie wołania.

          To człowiek, który ratować życie przychodzi!

          Człowiek znający zapach śmierci i odgłosy konania.

           

          Jego heroiczna walka o każde istnienie.

          Była bezcenna, pragnął walczyć z wrogiem.

          Jednak miał jeden cel, jedno marzenie.

          Chciał ocalić życie, chciał zdążyć przed Panem Bogiem…

           

          - „Pan Bóg chce zgasić świeczkę”- z bohaterskich ust płynęły słowa.

          Pragnął osłonić płomień, niech jak najdłużej się pali.

          Chciał zatrzymać czas, walczył ciągle od nowa.

          Niech uda mu się w końcu! Niech życie ocali!

           

          Nastała w murach getta cisza złowroga.

          Stwórca na moment zamknął oczy.

          Spadła ciemność na ziemię, zapanowała trwoga,

          Śmierć między ludźmi wielkimi krokami kroczy.

           

          Pośród mroku wędruje Edelman,  życie ludzkie ratuje.

          Dziewczynę o imieniu Pola wyciąga z rąk wroga.

          Jednak nie chce iść za nim, miłością się kieruje.

          Biegnie za matką, aby z nią stanąć przed oblicze Boga.

           

          Większość wolała, co ludzkie zachować.

          Zamiast ginąć z rąk Niemców, znosić ludobójstwo.

          Zamiast sprzedać duszę diabłu i zło akceptować.

          Pragnęli umrzeć godnie, woleli samobójstwo.

           

          Obojętność ludzka jest jak morderstwo.

          Przyglądanie się złu i odwracanie spojrzenia.

          W getcie liczyło się braterstwo.

          Na krzywdzenie niewinnych nie było pozwolenia.

           

          Każde życie stanowi dla każdego sto procent całe,

          Więc nawet jedno ocalone to wielkie pragnienie.

          Czterysta tysięcy zabitych, jedno istnienie małe.

          Jest bezcenne i ma dla ludzkości ogromne znaczenie…

           

           

          III MIEJSCE

           

           

          Henryk Liszkiewicz

           

          Miłość i wojna*

           

          Spotkać się we mnie miały

          - i ta pierwsza, i ta druga:

          druga, choć nieproszona,

          pierwsza, bo serce nie sługa.

                                                                                                 

          Pierwsza miała być wiosną,

          ponurą zimą ta druga.

          Zima miała trwać krótko,

          a wiosna miała być długa.

           

          I gdy przyszły już obie,               

          żyłam rozdarta na dwoje,

          że pierwsza przetrwa drugą,

          w to wierzyło serce moje.

           

          A gdy kwitnąć zaczęła

          pierwsza, co miała być długa,

          wtedy to gdzieś na zawsze      

          porwała mnie, ale ta druga.   

             

           

          *Wiersz poświęcony pamięci Zuzanny Ginczanki (1917 – 1944) – polskiej poetce żydowskiego pochodzenia, towarzysko związanej z grupą “Skamander”. Ginczanka to autorka wiersza “Maj 1939”, poświęconego miłości i wojnie. Wiosną 1944 roku rozstrzelana przez hitlerowców w niemieckim obozie KL Plaszow. (Fotografia – domena publiczna.)

           

           

           

          OPEN – WIERSZE SATYRYCZNE

           

          I MIEJSCE

           

          Joanna Sieńko

           

          Medal za nicnierobienie  

           

          W starej chacie, w środku miasta, mieszkał sobie sam jak cień,

          znany wszystkim w okolicy największy ze wszystkich leń.

          Proponowali mu pracę na zmiany, o różnej dnia i nocy porze,

          on jednak nosem kręci, zdecydować się nie może.

          To za wcześnie trzeba wstać, to ciemną nocą do domu wracać,

          lepiej wyspać się porządnie i głowy sobie tym nie zawracać.

          Na ławce w ogródku całymi dniami tkwił, wiatr mu melodie na liściach grał,

          on tylko sobie palił fajeczkę i z tych co pracują szyderczo się śmiał.

          Zawsze był wypoczęty, siedział sobie jak król w koronie,

          a jedyne jego zajęcie to scrollowanie w smartfonie.

          Złośliwy przy tym był okropnie, krytykował wszystkich, bezczelnie się śmiał,

          dla zmęczonych pracą ludzi nigdy szacunku nie miał.

          -Co też tym wszystkim pracusiom zgotować dziś? Zdecydować się nie mogę…

          Napisać donos? Podłożyć świnię? A może tylko podstawić nogę?

          Nudzi mu się okropnie, a mimo to nic w swym życiu nie zmienia,

          bo skoro nie robi nic, to leniwie płyną dni dla lenia.

          Rok za rokiem, dzień za dniem – jesień, zima, wiosna lato,

          a on ciągle nie podjął pracy i nawet nie zapowiada się na to.

          Królem stał się swojej kanapy,

          przespał w swym życiu wszystkie fajne etapy.

          I chociaż pracą nigdy nie skalał się wcale,

          zjawił się na gali, gdzie mieli rozdawać medale.

          Gdy czytali nazwiska nagrodzonych, dziwił się dosadnie:

          - To ja nie dostanę nagrody? Moje nazwisko nie padnie...?

          Nic mu nie dało do myślenia, nic się w życiu jego nie zmienia.

          Nagrodę mu dać? Przecież nie robi nic. Nie ma nagród dla lenia!

           

          Gdy rozejrzymy się wokół, każdy z nas zna kogoś takiego,

          co z innych ludzi drwi,  nie szczędzi komentarza złego.

          A potem – tak często w życiu bywa – wypina pierś po medale,

          ten, który zwykłym leniem był i pracą nie zhańbił się wcale!

           

           

          II MIEJSCE

           

          Inga Jadeszko

           

          Zbilansowana dieta

           

          Kiszoną kapustę zjadłam.

          Czas pozbyć się z bioder sadła!

          Potem czerwone buraki,

          ogórek kiszony, a nie byle jaki.

          Szklanka maślanki, bo pić się chciało.

          I garść rodzynek, czyli słodyczy mało.

          Nagle ścisk, bulgotanie,

           chwiejne na nogach stanie.

          Zimny pot czoło zalewa.

          Drzwi do łazienki otwiera mi Ewa.

          Teraz powiem wam skrycie:

          Siedząc na tronie,

          straciłam nie kilogramy, ale prawie życie.

           

           

          III MIEJSCE

           

          Dominika Liszkiewicz

           

          Węgorzewska bajka z morałem

           

          w jednej z kawiarni z wieczora

          gdy nie było tam was

          spytał magister raz

          przepraszam, czy ja wczoraj

          idąc na skróty

          byłem tu z kropką czy bez?

          czym rozbawił kelnerkę do łez

          bo ta rzekła przez łzy

          więc drogi magistrze pytasz czy

          w swoim skrócie litery masz tylko trzy

          czy może jednak

          kropka jest także tam

           

          ale wiedzieć to powinieneś sam

          bo przecież maturę zdałeś

          a w szkole pewnie słyszałeś

          co to mianownik

          co to celownik

           

          ale on rzekł:

          jest już XXI wiek

          jest już matura nowa

          która nie wymaga by głowa

          takie rzeczy znała

          choć nową maturę

          - i owszem -

          zdała

           

          morał wynika z tego taki

          że na temat kropki wszelkie braki

          choć matura tego nie wymaga

          w węgorzewskim LO zdobywać jednak wypada

          by patron sam w sobie

          nie obrócił się w grobie

           

           

           

          OPEN – WIERSZE POLONII

           

          I MIEJSCE

           

          Alina Makiewicz

           

          Boga nie widać

           

          Boga nie widać, lecz ja go widzę

          W porannej rosie i w zmierzchu ciszy,

          W nadziei, ktora wciąż w sercu drzemie

          I w krzyku duszy, gdy nikt nie słyszy.

           

          W dobrym uśmiechu, w ptaku na drzewie,

          W rękach, co niosą pomoc w potrzebie,

          W słowach, co leczą, w oczach, co płaczą

          I nawet w słońcu, co świeci na niebie.

           

          Boga nie widać, lecz ja go widzę

          W cichej modlitwie, co brzmi wieczorem,

          On mnie prowadzi przez życia ciszę,

          Maluje me życie światłym kolorem.

           

          Choć go nie dotknę jak dziecka swego,

          On mnie otula promieniem ciszy.

          Jest moim światłem – drogą bez grzechu,

          Gdy serce płacze – On pierwszy słyszy.

           

           

          II MIEJSCE

           

          Karolina Narwojsz

           

          Kim jestem

           

          Ja jestem patriotką swego kraju.

          Ale ciągle  mnie zastanawia:

          jaki kraj jest mój?

          Litwa czy jednak Polska?

           

          Kocham Polskę, rozumiem ludzi i mowę.

          Ale jednak tu jest dom,

          Groby i wspomnienia.

          Tu jest wszystko, co znam i cenię.

           

          A tam leżą moje korzenie.

          Tam pragnie być moje serce.

          Chcę zbudować przyszłość tam,

          Ale tu zawsze pozostanie po mnie ślad.

           

          Mały urywek życia.

          Ale nadal

          Trudno jest podjąć tak prostą decyzję.

          Czyżby nie było to błędem?

           

          Płynie we mnie polska krew,

          I język ojczysty -  polski.

          Ale jak Adam Mickiewicz powiadał:

          ,,Litwo, Ojczyzno moja.."

           

          Kocham te krajobrazy, te łąki i pola zbożowe.

          Spędziłam tu dzieciństwo,

          Tu też dorastałam.

          Stawiałam pierwsze kroki.

           

          Trzymałam się ręki mamy i taty.

          Płakałam na pogrzebie dziadka.

          Byłam szczęśliwa na ślubie.

          I lałam łzy przez pierwszą miłość.

           

          A tam jest wszystko nieznane,

          Mnie nowe, ale strasznie fascynujące.

          Moje serce rwie się.

          Rwie się miłością do Polski.

           

          Nie znam odpowiedzi

          Na własne postawione pytanie.

          Tu jest mój Dom,

          A tam… moja Przyszłość.

           

           

          III MIEJSCE

           

          Maryna Horbacz

           

          Deszcz

           

          Deszcz po południu... deszcz wieczorem...

          Deszcz o północy nad sennym jeziorem

          Zimą i wiosną, latem, jesienią

          Pada i pada, rozmywa cienie.

          A kiedy burze zdejmują fale,

          Wzmacnia je, łącząc z chmurami stale

          Wodę i niebo, dzisiaj i przyszłość,

          Płonne nadzieje i rzeczywistość.

          Nie milczy, nie mówi, nie woła, nie puka,

          Czasem szaleje, ale nigdy nie słucha

          Ostrzeżeń, zakazów, marzeń, przestrzeni...

          Pada i pada, niszcząc cienie.

           

           

           

           

           

           

           

           

           

           

    • Kontakt

      • Zespół Szkół Ogólnokształcących w Węgorzewie, ul. Prusa 10
      • (+48) 87-427-23-67
      • ul. Bolesława Prusa 10
        11-600 Węgorzewo
        Poland
      • AE:PL-13324-45561-BCHSW-19
      • ZSOWegorzewo
  • Liczba wizyt

    liczba odwiedzin: 40
  • Librus Synergia